Portal sadownika
23-10-2020 Portal-Sadownik.pl

Czego NIE sadzić?

Wszyscy sadownicy, którzy tej jesieni bądź nadchodzącej wiosny zamierzają założyć nowe nasadzenia, muszą dokładnie przemyśleć, w co warto zainwestować. Zanim cokolwiek się posadzi, trzeba zadać sobie pytanie: co się opłaca teraz i będzie opłacać w kolejnych latach użytkowania plantacji? Przed którym gatunkiem bądź którą odmianą jest przyszłość, a które ewidentnie schodzą z rynku? Czy jednorazowy, wynikający z nietypowej sytuacji na rynku, wzrost cen uzyskiwanych przez jakąś odmianę to wystarczające uzasadnienie, aby wiązać się z nią na kolejne lata, aż do momentu, kiedy dokonamy likwidacji nasadzenia?

Trzeźwe, realistyczne podejście to połowa sukcesu - rynek nie dostosuje się do naszej produkcji i w dobie nadpodaży owoców nikt nie będzie prosił się sadownika o towar ani dopłacał do jego biznesu. Jeżeli ktoś uważa inaczej, to gratulujemy mu optymizmu, ale stanowiska tego nie podzielamy.

Zostawiamy Czytelnikom odpowiedź na pytanie, w co chcą inwestować – Wasze pieniądze, Wasze ryzyko. Poniżej natomiast przedstawiamy parę gatunków i odmian, w które my byśmy z całą pewnością nie zainwestowali. Lista nie jest kompletna, można do niej dopisać własne propozycje bądź nie zgodzić się z naszymi.

Gloster

W opinii większości sadowników jest to odmiana najmniej dochodowa i najmniej perspektywiczna. Nie chciana przez rynek, trudna w uprawie i niesmaczna. Owoce prezentują się korzystnie, są duże, ładnie się wybarwiają, jednak wystarczy je przekroić, aby dostrzec brunatnienie przygniezdne czy szklistość miąższu. Podatne są na gorzką plamistość podskórną. Wyprodukowanie wysokiej jakości jabłek tej odmiany wymaga intensywnych opryskiwań wapniem, które najlepiej rozpocząć od ruszenia wegetacji. Wymaga to nakładów na drogie preparaty z wapniem w formie organicznej, które nie zwrócą się po sprzedaży owoców. Gloster od lat osiąga najniższe ceny na rynku, do tego jest nietrwały w przechowywaniu, w związku z czym nie można go przetrzymać do czasu, kiedy wyprzedadzą się bardziej atrakcyjne odmiany i można by za niego uzyskać więcej pieniędzy. Ta odmiana, której kiedyś wróżono sukces, zupełnie nie sprawdziła się w produkcji.

Idared

Choć niektórzy bronią Idareda jak źrenicy oka, podtrzymujemy nasze stanowisko wyrażone w artykule na jego temat (CZYTAJ WIĘCEJ). Czas dla tej odmiany się już skończył. Z uwagi na ubogie walory smakowe nie jest lubiana przez konsumentów. Jest na nią stały popyt, ale nie uzasadnia on zwiększania obszaru uprawy tej odmiany. Aby go zaspokoić, wystarczy eksploatacja istniejących nasadzeń. Jest to odmiana o licznych zaletach - łatwa w uprawie, plenna, niezwykle trwała w przechowywaniu. Dlatego sadownikom trudno się z nią rozstać. Fakt, że ostatnie partie Idareda zapłaciły pod koniec ubiegłego sezonu 3 zł w hurcie to tylko anomalia, która nie powtórzy się w normalnych warunkach rynkowych.

Co innego, gdy ktoś projektuje nasadzenia typowo przemysłowe. Wówczas uprawę Idareda warto rozważyć. Niestety zbiera się go późno i jest go dużo, dlatego osiągane o tej porze ceny przemysłu są niższe niż we wrześniu czy w drugiej połowie sierpnia.

Red Jonaprince

W ostatnich latach był szał na tę odmianę. Jeszcze ponad pięć lat temu osiągała ceny takie jak Golden Delicious. Obecnie jest za nim w tyle. Jest to odmiana o licznych zaletach. Bardzo plenna, najbardziej produktywna z uprawianych dziś odmian, o ile tylko przestrzega się pewnych wskazań agrotechnicznych. Udaje się na gorszych stanowiskach glebowych. Dobrze się przechowuje. Problem jest inny - konsumenci przekonali się, że „Prince” jest ładny, ale niedobry. Wielu kupi te jabłka raz, bo skusi ich piękny wygląd, po czym spróbuje ich i będzie omijać szerokim łukiem. Na zachodzie od dawna odchodzi się od Red Jonaprinca. W Polsce jest tej odmiany za dużo. Dobrnęliśmy już do ściany.

Papierówka

Trzeba uważać z wielkością nasadzeń, ponieważ popyt na tę odmianę jest płytki. W roku obecnym sprzedawała się na rynkach hurtowych wyjątkowo dobrze (nawet 6 zł za kg), w latach ubiegłych ok. 2 zł za kg. Tegoroczne wyższe ceny wynikały jedynie z faktu, że chłodnie były zupełnie puste, a rynek z niecierpliwością czekał na świeże jabłka. Nie można ich brać za dobrą monetę. Papierówkę sprzeda się bez problemu, ale tylko w mniejszych ilościach. Przechowuje się bardzo krótko. Odmiana jest wydajnym źródłem pyłku, dlatego można ja użytkować jako zapylacz, z którego zbiera się owoce na dodatkowy dochód.

Grusze inne niż Konferencja, Faworytka, ewentualnie Lukasówka

Niestety popyt na gruszki różnych odmian jest bardzo wąski. Największe znaczenie w handlu krajowym i zagranicznym ma Konferencja. Ugruntowaną pozycję na rynku ma Faworytka (Klapsa), letnia odmiana bardzo lubiana przez konsumentów, chętnie skupowana przez sieci handlowe. Sprzedaje się również Lukasówka, ale owoce tej odmiany mają gorsze walory konsumpcyjne od dwóch wcześniej wymienionych. Sadzenie innych odmian jest bardzo ryzykowne. Podejmowano próby nad wprowadzeniem na rynek odmian Xenia czy Dicolor, ale się nie przyjęły. Mniej popularne odmiany gruszy warto sadzić jedynie w roli zapylaczy, z których owoce można zbierać na drobny handel.

Śliwa Amers

Nie odradzamy sadzenia tej odmiany, jedynie zalecamy ostrożność, ponieważ jest jej już w Polsce bardzo dużo, a popyt ma swoje ograniczenia. Amers nie jest eksportowany, bardzo rzadko skupują go grupy producenckie. Głównym kanałem zbytu tej odmiany są rynki hurtowe. Trzeba mieć czas, aby ją tam sprzedać. W lata urodzajne, kiedy w okresie sierpnia – września następuje zalew giełd przez Amersa i mamy nadpodaż, ceny spadają do 50 – 75 gr za kg, a więc zdecydowanie za mało jak na tę wartościową odmianę. W lata przeciętnej podaży sprzedaje się w hurcie po 2 – 2,5 zł za kg.

Porzeczki kolorowe, porzeczki czarne, agrest

Zacznijmy od porzeczek kolorowych i agrestu. Są to owoce o typowo przemysłowym kierunku zagospodarowania, nie ma większych szans na rozpopularyzowanie ich spożycia deserowego. W związku z tym ceny ich skupu dyktują przetwórcy. Na rynku panuje ewidentna zmowa cenowa, która skutkuje zaniżaniem cen. W latach ubiegłych trafiały się jednorazowe zwyżki cen skupu, które były dla wielu plantatorów bodźcem do zwiększania obszaru nasadzeń. Dla przykładu – w 2017 roku porzeczkę czerwoną sprzedawano po 3 – 5 zł za kg. Na nowe nasadzenia decydowali się wówczas nawet ci rolnicy, którzy z uprawą owoców nie mieli wcześniej nic wspólnego. Tym sposobem przetwórnie ugruntowały w produkcji sytuację nadmiernej podaży surowca. Obecnie ceny skupu owoców są tak niskie, że nie raz ewentualny zarobek przewyższa wynajęcie kombajnu.

Spodziewamy się, że identycznie sprawa ma się z tegorocznymi wysokimi cenami czarnej porzeczki. Skok cen stanie się przyczyną wzrostu powierzchni nasadzeń i w następnych latach ich eksploatacji ceny znów będą dramatycznie niskie (CZYTAJ WIĘCEJ).

Łutówka

Ogólnie rzecz biorąc, dalsze zwiększanie areału uprawy wiśni w Polsce jest bardzo ryzykowne. Większość producentów, z uwagi na ceny skupu owoców po koszcie produkcji i zbioru, bierze pod uwagę karczowanie sadów wiśniowych. Zanim ktokolwiek zdecyduje się na zakładanie nowego sadu wiśniowego czy choćby uzupełnianie wypadów, powinien się dwa razy zastanowić!

Jeśli już sadzić wiśnie, trzeba brać pod uwagę, że wśród uprawianych u nas odmian 80% stanowi Łutówka. Ceny jej sprzedaży na tłoczenie czy mrożenie są dramatycznie niskie. Obecny rok, kiedy po przymrozkach wiśni było w sadach zdecydowanie mniej, nie spowodował wzrostu cen wiśni przemysłowych. Nie warto iść w tym kierunku.

Lepiej pomyśleć o produkcji owoców deserowych, która jest bardziej perspektywiczna. Rynek ten jest za bardzo przesycony Łutówką. Chodliwe są inne odmiany, np. odmiany węgierskie (Debreczenka, Groniasta, Pandy), aczkolwiek do obfitego plonowania wymagają ciepłej wiosny.

Pigwowiec

Pigwowiec jest naprawdę interesującą rośliną sadowniczą, o bardzo niskich wymaganiach względem gleby. Nadaje się idealnie na ubogie stanowiska, na których nic innego nie chciałoby rosnąć. Nie jest wymagający pod względem agrotechnicznym. Rzadko jest porażany przez choroby grzybowe i atakowany przez szkodniki. Nakłady na nawożenie mineralne są w uprawie pigwowca niskie. Krzewy wymagają jedynie cięcia odmładzającego, które przeprowadza się co kilka lat, aby poprawić owocowanie i wyprowadzić młodsze przyrosty. Okres użytkowania sadu pigwowcowego to około 20 lat.

Niestety zainteresowanie owocami w przetwórstwie jest bardzo małe. Sprzedają się jedynie lokalnie i to w niedużych ilościach. Popularność pigwowca oraz jego przetworów spadła w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Nic nie wskazuje, aby miał nastąpić jego renesans.

Wynalazki: grusze azjatyckie, śliwy japońskie, arbuzy, melony i inne

Trzeba naprawdę dobrze się zastanowić, zanim zdecydujemy się zainwestować w uprawę niespotykanych gatunków i odmian roślin sadowniczych. Jeśli już, warto wybadać rynek, zakładając plantację na mniejszym obszarze.

Sam fakt, że istnieją odmiany, które bardzo dobrze udają się na polskim gruncie to jeszcze zbyt mało, aby podjąć decyzję o ich sadzeniu. Trzeba być pewnym, że znajdziemy odbiorców. Popyt na takie owoce nie jest na polskim rynku ugruntowany. Nie ma kanałów sprzedaży. Konsumenci słabo je znają. W przypadku wyprodukowania nadmiernej ilości, zostaniemy z plonem owoców sami.

Związane z tematem

Jagoda kamczacka rozczarowuje producentów

Wyzbądźmy się złudzeń względem Idareda

Komentarze

Brak komentarzy

Napisz nowy komentarz