Portal sadownika

Jak Europejski Zielony Ład zaszkodzi polskiemu sadownictwu?

16-04-2021 Portal-Sadownik.pl

Jak Europejski Zielony Ład zaszkodzi polskiemu sadownictwu?

Kiedy całość uwagi mediów ogólnopolskich koncentruje się na koronawirusie, a na portalach sadowniczych ukazują się setne z kolei sentymentalne artykuły o przymrozkach na Południu Europy, przy zamkniętych drzwiach procedowane są bardzo groźne, fundamentalne zmiany w produkcji rolniczej, które zaważą na losach polskiego sadownictwa w najbliższych dziesięcioleciach. Mowa oczywiście o Europejskim Zielonym Ładzie – jednym z największych zagrożeń, z którym przyjdzie się zmierzyć polskiemu sektorowi produkcji owoców.

Świadomość tego, co właściwie zakłada Europejski Zielony Ład, jest wśród polskich rolników bardzo niska. Przebija się do nas bardzo niewiele informacji na ten istotny temat. Brakuje publicznej debaty, która poświęcona byłaby zakładanym zmianom. Nie słychać prawie żadnych krytycznych głosów. Tak, jakbyśmy przywykli, że o sprawach, które nas dotyczą, inni decydują ponad naszymi głowami…

Panuje również wyraźna dezinformacja, która utrudnia poddawanie analizie tych strzępów informacji, które się do nas przebijają. Jeszcze na przełomie września i października ubiegłego roku komisarz Janusz Wojciechowski deklarował, że górnolotne założenia Zielonego Ładu to tylko rodzaj „propozycji”, do której państwa Unii Europejskiej nie będą miały prawnego obowiązku się stosować. Jednak w marcu br. w jednym z programów telewizyjnych minister Grzegorz Puda mówił o celach Zielonego Ładu w samych superlatywach, oceniając ten kierunek rozwoju jako słuszny i neutralizujący negatywne skutki globalizacji rolnictwa. Nie padły z jego strony żadne deklaracje, że Polska miałaby sprzeciwić się celom Nowego Ładu.

Jak powiedział komisarz Wojciechowski podczas konferencji transmitowanej przez Radio Maryja, Zielony Ład to przede wszystkim krótkie łańcuchy dostaw, rozwój lokalnego przetwórstwa i lokalnych rynków, więcej pomocy dla małych i średnich gospodarstw, więcej zdrowej żywności – nic, czego należałoby się obawiać. Cały czas żadnych konkretów.

Co takiego zakłada Zielony Ład? Jego cele przewidują ograniczenie o połowę zużycia pestycydów w produkcji rolnej, wycofywanie kolejnych substancji aktywnych, jak również zmniejszenie co najmniej o 20% stosowania nawozów mineralnych. Ponadto ćwierć użytków rolnych ma zostać przekształcona pod uprawy ekologiczne, a 10% gruntów ma być ugorowane. To wszystko miałoby obowiązywać od 2030 roku, przy czym strategię realizacji nakreślonych celów pozostawia się w gestii państw członkowskich.

Zwróćmy uwagę, że okres 9 lat, w przeciągu którego mielibyśmy przestawić się na zupełnie inny model produkcji, wydaje się zupełnie nierealny. Przez wiele lat kładziono nacisk na intensyfikację polskiej produkcji rolniczej, gonienie Zachodu pod względem zużycia środków produkcji. Natomiast obecnie, w przeciągu bardzo krótkiego czasu, chce się zupełnie zmienić podejście do produkcji żywności; uwstecznić nasze rolnictwo, które i tak jest zacofane względem Południa i Zachodu Europy.

Tak znaczne ograniczenie zużycia środków ochrony roślin i nawozów wiązałoby się z odejściem od utartych standardów produkcji. Aby uprawa w takich warunkach była możliwa, niezbędne wydaje się szerokie wdrażanie rozwiązań z zakresu rolnictwa ekologicznego, wspierania bioróżnorodności, budowania jakości gleby itp. Przy tym jednak nie osiągnie się tej wydajności, którą zapewniają konwencjonalne metody produkcji rolnej.

Nie można pominąć faktu, że proponowane zmiany spowodują spadek konkurencyjności europejskiego rolnictwa względem produkcji obu Ameryk oraz krajów byłego ZSRR, a także Chin i Turcji – dwóch gigantów na rynku owocowym. We wspomnianych państwach nikomu do głowy nie przychodzi, aby tak radykalnie ograniczać zużycie środków produkcji. Tak więc my będziemy produkować według Zielonego Ładu, a oni konwencjonalnie. Nasza żywność straci siłę eksportową, bo będzie zbyt droga. Mało tego – radykalne zmiany mogą uzależnić nas od importu żywności w tych obszarach, w których dotychczas byliśmy samowystarczalni. Rolnictwo ekologiczne, którego ma być aż 25%, nie jest przecież tak wydajne jak konwencjonalne.

Wielu komentatorów zwraca uwagę, że postawienie za cel ograniczenia zużycia pestycydów o połowę w każdym z państw członkowskich jest z góry niesprawiedliwe, jeżeli wartością wyjściową miałaby być ilość pestycydów dotychczas w tym kraju zużywana. Najbardziej pokrzywdzona jest właśnie Polska, bo w UE jesteśmy jednym z krajów, w których gospodarstwa rolne wykorzystują najmniejszą ilość środków ochrony roślin. Minister Jan Ardanowski w wywiadzie telewizyjnym podał, że w Polsce zużywa się ok. 2 kg substancji aktywnej na hektar, podczas gdy w Holandii jest to 10 kg s. a./ha. Tym sposobem Holendrom wolno byłoby wypryskać 5 kg s. a., a nam już tylko kilogram.

Odnieśmy teraz te założenia do realiów produkcji sadowniczej, która rządzi się swoimi prawami. To właśnie w uprawach owoców stosuje się największe ilości środków ochrony roślin. Na przykład w 2018 r. wskaźnik zużycia substancji czynnej na 1 ha uprawy jabłoni wyniósł prawie 10,5 kg/ha. W jaki sposób możliwe byłoby utrzymanie wydajności produkcji, gdyby nagle zużycie ograniczono nam do kilograma?

Mechaniczne zabiegi uprawy gleby, które da się z łatwością wdrożyć w polowych uprawach jednorocznych, w sadownictwie możemy stosować w bardzo ograniczonym zakresie. Po założeniu sadu, przez cały okres jego użytkowania, nie wykonujemy już orki. Możliwości przeprowadzenia uprawek gleby w rzędach drzew czy krzewów są wąskie, a zbyt często stosowane – degradują glebę i uszkadzają systemy korzeniowe roślin. Powrót do motyczenia i pracy ręcznej jest w wysokowydajnych ogrodach towarowych nierealny, tym bardziej, że pojawiają się coraz poważniejsze problemy z dostępem do najemnej siły roboczej. Alternatywne dla ugoru herbicydowego systemy utrzymania gleby, jak na przykład rośliny okrywowe, odbijają się na plonowaniu drzew i krzewów owocowych, gdyż są dla nich konkurencją o wodę i składniki pokarmowe. Z kolei ściółką nikt się z nami już nie podzieli, bo rolników uprawiających zboża będą obowiązywały te same ograniczenia. Nie sprzedadzą sadownikowi słomy, bo będą woleli zostawić ją na własnym polu, jako źródło materii organicznej wzbogacające glebę w składniki mineralne, których nie będą mogli wnieść z nawozami w takich ilościach, które są dostateczne z punktu uprawy danego gatunku.

Choć sadownictwo nie jest dużym biorcą nawozów mineralnych, bo rośliny owocowe mają względnie niskie wymagania względem składników pokarmowych, trzeba wziąć pod uwagę, iż obecny model produkcji sadowniczej zakłada jej oderwanie od chowu zwierząt. W naszych gospodarstwach nie powstają więc nawozy naturalne, a z przyczyn powyżej opisanych, obornik będzie jeszcze trudniej dostępny.

Od kilku lat borykamy się również z innym, bardzo poważnym problemem – nowymi chorobami i szkodnikami. Ochrona przed niektórymi z nich, np. przed Drosophila suzukii, jest skomplikowana także przy obecnie dostępnych metodach zwalczania. Dalsza ekspansja tych agrofagów będzie nieunikniona, jeżeli zostaniemy pozbawieni skutecznych sposobów chemicznej walki z nimi. Przecież przy tak znacznym ograniczeniu zużycia środków ochrony roślin, które zakłada Zielony Ład, nawet pospolite szkodniki i patogeny będą poważnie zmniejszały zbiory owoców.

Na koniec argument, który związany jest z każdym poprzednio omawianym – opłacalność produkcji owoców. Od dawna balansuje ona na granicy kryzysu. Proponowanym sposobem poprawy dochodowości prowadzenia sadu, jest intensyfikacja produkcji i dążenie do maksymalizacji plonu, co osiąga się dzięki wprowadzaniu gęstych nasadzeń oraz stosowaniu konwencjonalnych metod nawożenia i ochrony upraw. Tymczasem Zielony Ład stawia na produkcję zrównoważoną i ekologiczną, w której zysk nie jest najważniejszym celem. Po wdrożeniu postulowanych przez KE zmian, koszty produkcji owoców z całą pewnością wzrosną. Czy w ślad za nimi pójdą proporcjonalne wzrosty cen owoców na rynku? Doświadczenie uczy, by w to akurat wątpić.

Związane z tematem

O raportach WAPA, czyli punkt 1 na liście do przywrócenia niezależności polskiemu sadownictwu

Nowy sezon, jeszcze wyższe koszty produkcji?

Fot. Flower photo created by aleksandarlittlewolf - www.freepik.com

Komentarze

Brak komentarzy

Napisz nowy komentarz