Portal sadownika

Co białoruskie media mówią o embargu na polskie jabłka?

02-02-2022 Portal Sadownik.pl

Co białoruskie media mówią o embargu na polskie jabłka?

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2022 r. obowiązuje sześciomiesięczne embargo białoruskie na wybrane produkty żywnościowe (w tym świeże owoce i warzywa) z Unii Europejskiej oraz niektórych państw spoza Unii (Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Albanii, Islandii, Macedonii, Czarnogóry i Szwajcarii). Reżim Łukaszenki nałożył je jako odwet po obłożeniu Białorusi sankcjami za wywołanie kryzysu migracyjnego na granicy z Polską.

Od niedawna do grona krajów, którym zabroniono wwozu żywności na teren Białorusi dołączył także Liechtenstein oraz Serbia. Ta decyzja białoruskich władz jest szczególnie kontrowersyjna, ponieważ początkowo przewidywano, że to właśnie Serbia, jako kraj o dobrze rozwiniętej produkcji ogrodniczej, stanie się obok Mołdawii zastępczym dostarczycielem owoców i warzyw na rynek naszego wschodniego sąsiada. Skutki wprowadzenia embarga mogą okazać się dla Białorusi mieczem obosiecznym, ponieważ jest to kraj o słabo rozwiniętej i prymitywnej produkcji ogrodniczej, w dużej mierze zależny od importu owoców i warzyw. Przejawem początku destabilizacji białoruskiego rynku może być decyzja władz o ustaleniu cen maksymalnych na podstawowe płody ogrodnicze tamtejszej produkcji (ziemniaki, buraki, kapusta, marchew, cebula, jabłka i inne), gdyż po 1 stycznia, kiedy uniemożliwiono import, podaż tych towarów była niewystarczająca w stosunku do zapotrzebowania rynkowego, w efekcie czego ich ceny zaczęły gwałtownie rosnąć.

Dyskutując o skutkach białoruskiego embarga na produkty żywnościowe, skupiamy się głównie na sytuacji polskich sadowników. Jabłka były bowiem dla Polski najważniejszym towarem eksportowym w zagranicznym handlu produktami ogrodniczymi z Białorusią. Nasz wolumen eksportu świeżych jabłek na Białoruś wynosił w ostatnich dwóch latach ponad 100 tys. t rocznie, a wschodni sąsiad był czołowym odbiorcą polskich owoców. Biorąc pod uwagę, że rynek polski ma ograniczoną pojemność i daje sadownikom szansę na zagospodarowanie ok. 700 tys. t jabłek, białoruskie embargo może być czynnikiem o istotnym wpływie na ceny owoców dla producenta w naszym kraju. Tym bardziej, że Białoruś była ważnym odbiorcą jabłek starszych odmian, często nie spełniających wymogów handlowych stawianych przez państwa zachodnie (np. jabłek o zbyt dużym kalibrze). Zamrożenie handlu z Białorusią jako pierwsze postanowiły wykorzystać działające w Polsce sieci supermarketów, próbując nakłonić swoich dostawców do podpisania długoterminowych umów na dostarczanie jabłek po niskich cenach. Przeciwko temu protestowali sadownicy 25 stycznia 2022 roku pod centrum logistycznym Biedronki w Parzniewie.

Czytaj więcej: Niskie ceny jabłek deserowych - protest sadowników pod centrum logistycznym Biedronki w Parzniewie

Rzadziej odnosimy się natomiast do wpływu wstrzymania eksportu na białoruską gospodarkę oraz do ogólnej sytuacji na tamtejszym rynku owoców i warzyw, które ono spowodowało. Dlatego przyjrzyjmy się treści paru rosyjskojęzycznych artykułów zamieszczonych w białoruskich mediach, które komentują sprawę objęcia dotychczasowych partnerów handlowych embargiem na świeże owoce i warzywa.

Źródła prorządowe

W „Gazecie Wiejskiej” (ros. Сельская Газета) w pierwszej połowie stycznia 2022 r. ukazał się artykuł pod tytułem „Zatrute jabłko”. Autorka, Alena Yasko, stwierdza w nim, że ledwo zjedzono świąteczne sałatki, a już ekstremistyczne, polskie szmatławce zaczynają przeżuwać temat białoruskiego embarga. Jak zaznacza, zupełnie inny przekaz ci sami Polacy kierują za granicę, a zupełnie inny do swoich rodaków. Wydaje im się bowiem, że Białorusini nie znają języka polskiego i nie zrozumieją, o czym między sobą mówią.

Autorka artykułu powołuje się na słowa polskiego ministra rolnictwa, Henryka Kowalczyka, który stwierdził, że to raczej Białoruś, a nie Polska poniesie szkody w związku ze wprowadzeniem embarga. Bardzo ciekawe, że jeszcze jesienią polscy producenci udzielili wywiadu w portalu EastFruit, że Białoruś jest czołowym odbiorcą ich jabłek – pisze w artykule. Zaznacza, że w 2020 roku Białoruś była najważniejszym rynkiem zagranicznym dla polskich jabłek – Polacy wyeksportowali tam 121 tys. t tych owoców za kwotę 204 mln zł.

Następnie autorka stwierdza, że Polacy będą mieli bardzo poważny problem ze znalezieniem zbytu dla swojego Glostera i „Goldena”. Eksport do Egiptu nie jest tak prosty jak na Białoruś, nie odbywa się ciężarówką. Sytuacja na polskim rynku może więc być równie trudna, co po wprowadzeniu rosyjskiego embarga w 2014 roku, które Alena Yasko uzasadnia „naruszeniami certyfikacji i wykryciem organizmów kwarantannowych”. Dodaje, że w dobie polsko – rosyjskiej współpracy Rosjanie bardzo często wypowiadali się lekceważąco o jakości polskich jabłek. Cytuje Andreya Ivanova, kierownika oddziału regionalnego Rosselkhoznadzoru, który stwierdził, że piękne i apetyczne polskie jabłka są w czasie dojrzewania traktowane pestycydami ok. 32 – 35 razy, czemu rzekomo sami Polacy nie zaprzeczają.

Dalej autorka wyśmiewa akcje namawiające do spożycia jabłek po nałożeniu rosyjskiego embarga („Zjedz jabłko na złość Putinowi”) oraz stwierdza, że „polskim panom” nic nie wyszło z popularyzacji produkcji cydru, z którą wiązali duże nadzieje na ustabilizowanie rynku jabłek. Pisze również, że nie udało nam się znaleźć zbytu zagranicznego na Idareda, który stał się naszym problemem po zakończeniu współpracy handlowej z Rosją. Podaje nieprawdziwe informacje, że kilogram Idareda w hurcie sprzedaje się obecnie po 25 gr, a Gala czy Golden – maksymalnie za złotówkę.

Według Yaskowej mamy ogromną nadprodukcję jabłek, z którą sami nie wiemy co zrobić. Zbiory w 2021 roku miały wynieść 4,5 mln t, a więc o 50% więcej niż sami zakładaliśmy. Wróży, że jest u nas takie parcie na zwiększanie produkcji, że Polacy będą jeszcze chcieli zakładać sady i budować chłodnie na Białorusi. Stwierdza, iż prócz nadprodukcji pogrążą nas również rosnące nakłady na przechowywanie związane z wyższymi cenami energii elektrycznej. Ach, jak ich to gryzie – szydzi Yaskowa.

Na koniec stwierdza, że efektem wprowadzenia rosyjskiego embarga na jabłka z Polski stało się to, iż sami Polacy są zdania, że „obok nas odradza się supermocarstwo rolnicze”. Biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie rozwija się sadownictwo na Białorusi, powstają nowe odmiany, zwiększa się powierzchnia nasadzeń, według autorki sankcje tylko wspomogą rozwój sektora ogrodniczego na Białorusi. Zła czarownica chciała nakarmić królewnę Śnieżkę zatrutym jabłkiem, a sama marnie skończyła – brzmi ostatnie zdanie artykułu. (Królewna Śnieżka to oczywiście Białoruś, a w roli wiedźmy występuje Polska).

Podobnych propagandowych artykułów ukazało się na Białorusi całkiem sporo, a ten przytoczony powyżej jest przykładem, jaki przekaz wyłania się z białoruskich mediów, przede wszystkim tych związanych z władzami kraju lub im sprzyjających.

Źródła niezależne

Do opinii publicznej przebijają się jednak również przeciwstawne opinie. Artykuł opublikowany w serwisie ex-press.by prezentuje odmienne zdanie. Porusza się w nim kwestię negatywnego wpływu sankcji reżimu Łukaszenki na białoruski rynek ogrodniczy.

Lew Margolin, ekonomista, stwierdza, że białoruskie embargo skierowane jest przeciwko Zachodowi „tylko na papierze”, a w rzeczywistości uderzy w rynek Białorusi. Zauważa, że zyski krajów obłożonych embargiem są o dziesięć tysięcy wyższe niż 500 mln euro, które zarabiają na handlu z Białorusią. Dlatego skutków embarga praktycznie nie odczują.  

W artykule przytacza się słowa ministra Kowalczyka, że roczna wartość handlu z Białorusią to około 200 mln euro, co stanowi 0,06% całego polskiego eksportu żywności. Są to głównie jabłka, a zakaz importu odczuje przede wszystkim branża ogrodnicza, choć nie jest to główny kierunek eksportu. Coraz więcej trafia w inne kierunki, np. do Egiptu.

Cytuje się również mniej optymistyczną opinię Czesława Macierzyńskiego, właściciela firmy EKOSAD, że Białoruś była drugim pod względem wielkości nabywcą. Na pewno Polska sobie z tym poradzi, ale zastąpienie tego rynku zajmie dwa, trzy, cztery lata. Kiedy Rosja wprowadziła embargo, wszyscy też myśleli, że nie potrwa to długo. Ale to się dzieje już od ośmiu lat.

W artykule zwraca się uwagę, iż dotychczasowe rynki raczej nie skupią większej ilości polskich jabłek, dlatego należy spodziewać się ożywienia metod obejścia embarga, podobnie jak było to krótko po wprowadzeniu embarga przez Rosję.

Dostawy niektórych produktów objętych sankcjami będą realizowane w ramach kontyngentów. Oznacza to, że niektóre firmy będą mogły importować określone ilości. I myślę, że to właśnie firmy bliskie władzom otrzymają zezwolenia – zauważa Ales Yaroshevich.

W artykule zwrócono również uwagę, że uchwała Rady Ministrów Białorusi dopuszcza czasowe ograniczenie zakazu importu lub nawet tymczasowe jego zniesienie. To coś w rodzaju pola do odwrotu po groźnym dąsaniu się, mówi ekonomista Siergiej Chaly. Stwierdza on, iż najprawdopodobniej w trakcie obowiązywania embarga strony konfliktu jakoś się dogadają i wymyślą jakieś manewry okrężne. Będzie to uznanie oczywistego faktu, że sankcje są skonstruowane w taki sposób, aby szkodzić nie tyle krajom, przeciwko którym są skierowane, ile samej białoruskiej gospodarce. Dlatego jest nadzieja, że ​​władze białoruskie same się opamiętają i je anulują. Gdyby jednak nie doszło do porozumienia, a embargo trwałoby tyle, na ile je wprowadzono, to jabłka wprawdzie nie znikną z półek sklepowych, ale ich ceny znacznie wzrosną. Prawa rynku są nieubłagane.

Z kolei 17 stycznia 2022 roku w serwisie Хартыя’97 opublikowano reportaż z wizyty w jednym z białoruskich sklepów. Donoszono o wysokich wzrostach cen owoców i warzyw. Jabłka z polski były już na wyczerpaniu, mimo że przed wejściem embarga sieci handlowe próbowały zgromadzić zapasy. Mają rozpocząć się poszukiwania białoruskiego i ukraińskiego towaru. Ponoć jeden z klientów stwierdził, że białoruskie jabłka mają niższą jakość niż polskie, ponieważ w kraju brakuje odpowiednich technologii ich przechowywania.

Natomiast Anastazja Stogniej w artykule pt. „Bezzębne embargo” opublikowanym na łamach rosyjskojęzycznego wydania portalu BBC dnia 27 grudnia 2021 zwraca uwagę na jeszcze inną prawidłowość.

Po wprowadzeniu rosyjskiego embarga w 2014 roku znacznie zwiększył się import produktów żywnościowych do Białorusi. Tą drogą trafiały one na rynek rosyjski. Dotyczyło to również jabłek i gruszek z Polski, których import wzrósł o prawie 74%. Natomiast import owoców z innych krajów - moreli, wiśni, brzoskwiń i śliwek - o 125,8%. Proporcjonalnie zwiększył się eksport tych samych towarów do Rosji. Były one po prostu przepakowywane i wysyłane na wschód, do Rosji. Ten kanał służył omijaniu skutków embarga dla rosyjskiego rynku świeżych owoców. Przykładem może być, że w 2020 roku Białoruś sprowadziła 12,5 tys. t brzoskwiń z krajów objętych rosyjskimi sankcjami, a 13,8 tys. t wyeksportowała do Rosji. Ponieważ na Białorusi nie uprawia się brzoskwiń, nadwyżka pochodzi z importu z krajów Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Po 2014 roku powstał tam cały łańcuch reeksportu produktów żywnościowych z krajów objętych rosyjskim embargiem, polegający na imporcie na Białoruś, a następnie ponownej sprzedaży do Rosji. Białoruś stała się zatem istotnym pośrednikiem w handlu między Rosją a krajami objętymi rosyjskimi sankcjami. Dlatego embargo Łukaszenki może uderzyć w zaopatrzenie rynku rosyjskiego i poskutkować tam znacznym wzrostem cen świeżych owoców i warzyw.

W artykule napisano, że fakt zamknięcia Białorusi na towary z UE jest bardzo niepokojący. Wzrosty cen żywności stały się tam głównym motorem inflacji w 2021 roku. Bez polskich jabłek sytuacja może się pogorszyć. Podobnie w Rosji - w ostatnich miesiącach inflacja biła wieloletnie rekordy, a najszybciej rosły ceny produktów spożywczych. W listopadzie 2021 inflacja wyniosła 8,1%, a ceny żywności wzrosły o 11%.

Ponieważ białoruska produkcja owoców odpowiada zaledwie za 7,3% całkowitej sprzedaży krajowej, Białoruś będzie musiała szukać nowych dostawców owoców i warzyw, np. Turcji czy Izraela. Ale dostosowanie logistyki zajmie trochę czasu i będzie znacznie mniej opłacalne dla końcowego nabywcy niż import tych towarów z Polski. Gdyby import produktów żywnościowych z UE nie był dla Białorusinów opłacalny, już dawno znaleźliby sobie alternatywne rynki.

Zwraca się również uwagę, że dekret Rady Ministrów przewiduje możliwość importu owoców z przeznaczeniem „do przetwarzania”. Prawo jest natomiast na tyle nieprecyzyjne, że niewykluczone, iż za „obróbkę” zacznie się uznawać przepakowywanie owoców bądź umieszczanie na nich naklejek.

Stawia się tezę, że białoruskie embargo potrwa tak długo, jak będzie się na to zgadzała Rosja. Podobno Kreml wyraził gwałtowne niezadowolenie z powodu wprowadzenia embarga przez Łukaszenkę. Władze rosyjskie zasadniczo sprzyjały zjawisku reeksportu polskich jabłek. Co pewien czas organizowano tylko pokazowe akcje likwidacji polskiego towaru przez wjeżdżanie w niego spycharką, co było de facto przyzwoleniem na okrężną drogę zaopatrywania rosyjskiego rynku.

Przewiduje się, że białoruskie embargo może spowodować czasowe perturbacje na polskim rynku jabłka, ale generalnie nie wywrze na naszą gospodarkę żadnego wpływu. W artykule stwierdzono, że polskie sadownictwo nie załamało się nawet po rosyjskich sankcjach, chociaż Rosja była znacznie ważniejszym od Białorusi partnerem w handlu zagranicznym.

Związane z tematem

Białoruskie embargo. I co teraz będzie?

Komentarze

Brak komentarzy

Napisz nowy komentarz