Portal sadownika
30-08-2020 Gerard Podedworny

Nie wpuścić parcha do przechowalni!

Zamknąć sezon na parch na jesieni

Parch jabłoni zwykliśmy uważać za chorobę jednego sezonu, z którą przygoda kończy się po zbiorach. Opadające liście traktujemy wówczas mocznikiem, rozdrabniamy i od przyszłego sezonu wszystko zaczyna się od nowa: monitorujemy temperaturę i opady deszczu, prowadzimy zabiegi ochronne. Z uwagi na sposób zimowania parcha, jego presja w sezonie poprzednim nie musi mieć wpływu na presję w następnym sezonie, o ile tylko zrobimy porządek z liśćmi. Inaczej jest w przypadku chorób wywoływanych przez patogeny, które zimują w tkankach drzewa bądź na jego powierzchni, a więc mączniaka jabłoni czy zarazy ogniowej.

Szkodliwość parcha może się jednak przeciągnąć na okres wielu miesięcy po zbiorach, jeżeli odpuścimy ochronę przedzbiorczą i pozwolimy na rozwój jego przechowalniczej formy. Zarodniki infekują do samych zbiorów, zaś brak objawów porażenia na owocach wcale nie musi oznaczać, że są one wolne od choroby. Oznak parcha nie dostrzeżemy na jabłkach podczas zbioru, lecz ujawnią się one dopiero w przechowalni, jako drobne, czarne plamki. Objawy parcha późnego dotyczą tylko skórki i nie powodują utraty przydatności spożywczej owoców, szpecą je jednak, pogarszając wartość handlową. W przypadku zimowych, deserowych odmian jabłek, przechowywanych parę miesięcy celem uzyskania dojrzałości i lepszych cen sprzedaży, rozwój przechowalniczej postaci parcha będzie poważną stratą. Co gorsza, drobne spękania skórki otwierają wrota dla infekcji przez groźniejsze choroby przechowalnicze.

Pilnować parcha również w drugiej połowie sezonu

Oceniając w sadzie zagrożenie ze strony parcha, przyjmujemy pewien próg, poniżej którego uznajemy je za nieznaczące. Kiedy prawidłowo prowadziliśmy ochronę w okresie infekcji pierwotnych, miarą naszego sukcesu będą drzewa „czyste” w okresie letnim, a więc wolne od objawów choroby bądź porażone w stopniu znikomym. Bywa, że owo samozadowolenie z wyników prowadzonej w początku sezonu ochrony usypia naszą czujność w pełni lata… W sezonie szczególnie deszczowym, jak ten obecny, może to być błąd tragiczny w skutkach.

Pamiętajmy, że nawet w sadach dobrze chronionych znajdą się jakieś porażone liście czy owoce, choćby było ich tak niewiele, że nie dostrzeżemy ich podczas lustracji. Na kilku hektarach uprawy, gdzie skupionych jest ileś tysięcy drzew jednego  gatunku, nie sposób tego uniknąć. Z owych porażonych miejsc sypią się letnie, konidialne zarodniki grzyba, które odpowiadają ze infekcje wtórne, a więc ekspansję choroby już do końca sezonu wegetacyjnego. Latem objawów należy szukać w szczególności na liściach wierzchołków nowych przyrostów; liście starsze są dużo mniej podatne na infekcje. Z porażonych liści zarodniki przenoszą się na owoce, które wrażliwe są na infekcję aż do samego zbioru.

Dlatego po zakończeniu okresu infekcji pierwotnych, kiedy sad wolny jest od parcha, nie można ochrony zawieszać, lecz jedynie zmniejszyć jej intensywność, ograniczając zabiegi do okresów wzmożonego ryzyka związanego z opadami deszczu. Skupiamy się wówczas na ochronie zawiązków, nie zapominając jednak o ochronie liści, gdyż mniejszy stopień ich porażenia zmniejszy ryzyko infekcji owoców. Podstawę w postaci preparatów kontaktowych o powierzchniowym działaniu wielostronnym  (kaptan, mankozeb) warto uzupełnić preparatami układowymi (IBE, SDHI, strobiluryny), zwłaszcza tam, gdzie zależy nam na wyprodukowaniu owocu deserowego o zadowalającej trwałości przechowalniczej.

Przed zbiorami

Tak dochodzimy do końca sezonu, kiedy mamy już mocno ograniczoną paletę dostępnych środków, po pierwsze z uwagi na okresy karencji, po drugie – dlatego że wiele możliwości już wcześniej wykorzystaliśmy. Planując zabiegi przed terminem zbiorów, bierzemy pod uwagę także groźniejsze od parcha choroby przechowalnicze, np. siną pleśń. Niektóre środki stosowane przeciwko nim mogą również hamować rozwój parcha, choć nie ma o tym wzmianki w etykiecie. Na przykład badania rumuńskich naukowców wykazały, że tiofanat metylowy, który stosuje się na 2 tygodnie przed terminem zbioru w profilaktyce gorzkiej zgnilizny jabłek, ogranicza również występowanie późnego parcha.

Na dwa tygodnie przed terminem zbioru możemy zastosować kaptan. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest także Luna Experience 400 SC, preparat o działaniu zapobiegawczym i interwencyjnym zawierający dwie substancje aktywne, fluopiram i tebukonazol, który zapewnia ochronę przed pięcioma głównymi chorobami przechowalniczymi – późnym parchem, szarą i siną pleśnią oraz gorzką i brunatną zgnilizną. Pytanie tylko, czy jedyna w sezonie możliwość zastosowania tego środka nie została już wykorzystana? Bez ograniczenia okresem karencji i bez obaw o pozostałości w plonie oraz zdrowie konsumentów można stosować biotechniczny preparat zawierający laminarynę (wielocukier roślinny występujący w komórkach brunatnic). Warto rozpocząć opryskiwania na miesiąc przed zbiorem i powtarzać je w odstępach tygodniowych aż do końca. Środek jest stymulatorem odporności roślin, który wzmocni ich naturalne procesy obronne.

Związane z tematem

Zanim owoce trafią do chłodni

Przedzbiorcze opryski wapniem - walka o trwałość przechowalniczą jabłek

Uniknąć pęknięć, odgnieceń i odcisków palców - znaczenie staranności zbioru

Komentarze

Brak komentarzy

Napisz nowy komentarz