Portal sadownika
28-02-2022 Portal-Sadownik.pl

A więc wojna!

A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy... – brzmiały pierwsze słowa specjalnego komunikatu, który emitowały polskie rozgłośnie radiowe 1 września 1939 roku.

Prezydent Federacji Rosyjskiej, Włodzimierz Putin, uznał niepodległość dwóch separatystycznych republik ludowych na wschodzie Ukrainy. Ukrainę określił jako państwo stworzone przez Rosję oraz stanowiące fragment jej dziedzictwa historycznego i kulturowego. We czwartek, 24 lutego 2022 roku, wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę, zaś chęć podporządkowania sobie sąsiedniego kraju Putin uzasadnił koniecznością jego demilitaryzacji i denazyfikacji. Obecne władze ukraińskie oskarżył o ludobójstwo na tej części społeczeństwa, która poczuwa się do swoich rosyjskich korzeni.

Nim doszło do wybuchu konfliktu, niewielu logicznie myślących ludzi oceniało zagrożenie jako realne. Wydawało się, że skończy się wyłącznie na zastraszaniu i wywieraniu presji poprzez manewry wojsk w pobliżu granicy, czego Rosja dopuszczała się w przeszłości bardzo często. Rozwój sytuacji i skala działań zaskoczyły jednak wszystkich. Za naszą wschodnią granicą rozpoczęła się regularna wojna, w której agresorem jest Rosja, zaś stroną atakowaną i zaciekle się broniącą – państwo ukraińskie. Wydawało się, że kolejne dni rzucą więcej światła na podłoże konfliktu. Wszyscy czekaliśmy, próbując zrozumieć, do czego i dlaczego właściwie doszło, jednak dziś mija piąty dzień od rozpoczęcia inwazji, i nie wyjaśniło się zupełnie nic, a znaków zapytania nawet przybywa.

Wszystko w tej wojnie, od początku do końca, jest zupełnie nieracjonalne – jej przyczyny i cele, przebieg działań militarnych, tło polityczno – gospodarcze.

W swoim orędziu Włodzimierz Putin wspomniał o zagrożeniu dla Rosji, które mogłoby stanowić przystąpienie Ukrainy do NATO oraz rozwój jej potencjału militarnego. Tym faktem niektórzy próbują tłumaczyć wybuch konfliktu, uznając inwazję za tzw. wojnę prewencyjną, czyli mającą za zadanie zawczasu nie dopuścić do uzbrojenia się przeciwnika. Jednak szanse na przystąpienie Ukrainy do Paktu Północnoatlantyckiego były zbyt znikome, żeby poważny polityk mógł oceniać je jako realne. Po pierwsze, sojusz unika przyjmowania państw, które mają nie uregulowane relacje graniczne. Tymczasem sytuacja terytorialna Ukrainy była bardzo niejasna. Terenami spornymi był Krym oraz części obwodów ługańskiego i donieckiego. Po drugie, przyjęcie nowych członków wymaga jednomyślnej zgody członków dotychczasowych, a Rosja miała wszelkie możliwości dyplomatyczne, aby aneksję Ukrainy zablokować przy pomocy na przykład Turcji, Niemiec czy Węgier. Nie musiała w tym celu rozpoczynać działań zbrojnych.

Poza tym, od momentu zakończenia kadencji prezydenta Donalda Trumpa i zastąpienia go Bidenem, Stany Zjednoczone wyraźnie wykazywały mniejszą aktywność polityczną w sprawach europejskich (w tym ukraińskich) oraz złagodziły kurs polityczny względem Rosji i zmniejszyły nacisk na dozbrajanie wschodniej flanki NATO. Wobec ograniczenia aktywności Amerykanów na Ukrainie, zwiększenie tam wpływów rosyjskich było tylko kwestią czasu, tym bardziej, że kraj był prawdopodobnie w dużym stopniu zinfiltrowany przez ludzi przychylnych Moskwie. Nie potrzebne były do tego żadne działania militarne.

Wypowiadając wojnę, zazwyczaj określa się konkretnie jej cele, albo podaje jakieś możliwe do zrealizowania cele fikcyjne, ale każdy wie, o co tak naprawdę chodzi. Kiedy Amerykanie rozpoczęli okupację Iraku, uzasadnili to potrzebą zwalczania terroryzmu i likwidacji broni masowego rażenia (nie znaleziono nawet jej śladów), ale wiadomo było, że chodzi o podporządkowanie sobie złóż ropy naftowej oraz rozliczanie przez Husajna kontraktów paliwowych w euro, a nie w dolarach. Jeżeli chodzi o wojnę rosyjsko – ukraińską, to jej cele są zupełnie niejasne. Zysk Rosji wynikający ze zwiększenia swojego terytorium jest przecież znikomy w stosunku do strat gospodarczych i politycznych, które kraj musi teraz ponosić.

Być może wciąż nie wiemy wszystkiego, ale obecnie nieracjonalną agresję Rosji na Ukrainę tłumaczyć można jedynie jakimiś osobistymi dążeniami prezydenta Putina do ekspansji swojego kraju w Europie oraz chęcią zapisania się na kartach historii jako przywódca, który znacznie powiększył obszar imperium. To szaleństwo jest o tyle groźne, że nikt nie wie, jak daleko w chorej wyobraźni tyrana miałyby sięgać nowe granice Rosji i na co jest w stanie zdobyć się, aby te swoje urojenia terytorialne zrealizować (pamiętajmy, że Stalin pod koniec życia był już zupełnie obłąkany, zaś Putin zbliża się do jego wieku i nie mamy pojęcia o stanie jego zdrowia – nie tylko psychicznego).

Bardzo dziwny jest również przebieg działań militarnych. Najpierw wojska rosyjskie przez kilka tygodni zgrupowane były przy granicy z Ukrainą, na mrozie, w jakichś prowizorycznych namiotach, co musiało wpłynąć niekorzystnie na morale żołnierzy. Później, kiedy wojna się już rozpoczęła, Rosjanie nie wykorzystali efektu zaskoczenia ani swojej znaczącej przewagi militarnej, żeby unieszkodliwić obiekty wojskowe Ukraińców i zorganizować błyskawiczny rajd na Kijów celem obalenia tamtejszej władzy (bo o to oficjalnie chodziło Putinowi). Patrząc ze strony najeźdźcy, realizacja takiego scenariusza pozwoliłaby osiągnąć cele przy jak najmniejszym rozlewie krwi. Tymczasem obecna sytuacja przypomina front z czasów I Wojny Światowej – obie armie okopały się na swoich stanowiskach i „szarpią się” o określonych porach doby. Opinię międzynarodową razi to, że wojna przynosi duże straty cywilne. Zamiast obiektów wojskowych, Rosjanie ostrzeliwują dzielnice mieszkalne i chałupy, a do mediów społecznościowych trafiają zdjęcia rannych i zabitych, wśród których są także dzieci. Ponieważ nie ma spodziewanych postępów, a frustracja Rosjan przybiera na sile, działania względem ludności cywilnej zdają się przybierać na sile. Jednocześnie zdziwienie mogą budzić przemieszczające się po drogach kolumny rosyjskich czołgów i wozów opancerzonych, obok których, jakby nigdy nic, przejeżdżają sobie ukraińskie samochody osobowe.

Zaskoczeniem jest również, jak silny stawiają opór stawiają siły ukraińskie. Ich wysokie morale oraz dobra organizacja wobec fatalnego zarządzania akcją zbrojną po stronie rosyjskiej, pozwalają długo odpierać rosyjską agresję i zadawać przeciwnikowi znaczne straty. Zjednoczenie się Ukraińców wobec aktu międzynarodowego terroryzmu jest tym bardziej zaskakujące, że naród ten był mocno podzielony, a wielu nie czuło do niego przynależności i określało, że lepiej było im „pri Sowietskom Cojuzie”. Dodając do tego transporty broni ze strony Zachodu oraz decyzję o wydawaniu jej również ludności cywilnej, można przypuszczać, że nawet po przejęciu przez Rosjan kontroli nad terytorium kraju, długo nie zapanuje tam spokój. Trzeba spodziewać się równie długiej i krwawej wojny, jak ta, która miała miejsce po rozpadzie Jugosławii.

Czemu mają służyć rosyjskie działania takie jak przejęcie elektrowni atomowej w Czarnobylu, ostrzały osiedli mieszkaniowych, sprowadzenie z wielkim rozgłosem jakiejś bandy czeczeńskich zbirów, która została natychmiast wystrzelana przez Ukraińców? Dlaczego Ukraińcy kłamali w sprawie przebiegu sytuacji na Wyspie Węży? Po co prezydent Andrzej Duda opowiada się za natychmiastowym przyłączeniem Ukrainy do UE, co oznaczałoby tak naprawdę zaangażowanie nas w ten bezsensowny i wyniszczający konflikt, który może trwać latami? Wszystko to szaleństwo.

Piątego dnia od rosyjskiej agresji nie widać postępów. Na mapach w telewizji zaznaczony jest co prawda obszar „kontrolowany” przez wojska rosyjskie, jednak są to w jakiejś mierze tereny puste, bo Ukraina jest krajem o bardzo nieregularnej strukturze zaludnienia. Walki o przejęcie miast są bardzo zacięte. Brak postępów na froncie oznacza, że jak do tej pory Rosjanie tę wojnę de facto przegrywają. Nie wiadomo, kiedy spodziewać się rozstrzygnięć na korzyść jednej albo drugiej strony.

Jeżeli chodzi o skutki gospodarcze, to nieoczekiwana agresja Rosji na Ukrainę spowodowała niemałe zamieszanie na giełdach i uderzyła w interesy elit całego świata. Chociaż nakładanie sankcji na Rosję początkowo szło opornie, dziś widzimy, że będą one miały poważny wpływ na rosyjską gospodarkę. Oczywiście Rosja ma pokłady surowców i zapasy złota, a odebranie Rosjanom dostępu do różnych rynków czy usług finansowych prędzej czy później zrekompensują Chińczycy, ale to swoje potrwa, a Chiny, mając świadomość, że Rosja jest od nich zależna, nie zrobią tego za darmo. Warto również zwrócić uwagę, że poza paroma egzotycznymi i nie liczącymi się na arenie międzynarodowej krajami, nikt nie poparł Rosji. Chińczycy wyrazili zrozumienie, ale zachowali chłodną bezstronność. Zdawali sobie sprawę, że był to ze strony Federacji Rosyjskiej ogromny błąd. Rosja poprzez atak na Ukrainę zerwała więzy z Europą i skazała się na zależność od reżimu chińskiego oraz współpracy z Azją, ale spowodowała też zacieśnienie współpracy między państwami Zachodu. Ponosi znaczne straty gospodarcze. Wszystko to dla wejścia w posiadanie ukraińskich stepów? Szaleństwo.

Nikt nie ma pojęcia, jak zakończy się wojna na Ukrainie ani co będzie oznaczać zwycięstwo jednej albo drugiej strony. Jedno jest pewne – wydarzenie to wstrząsnęło światem i powoduje daleko idący reset w dotychczasowym porządku polityczno – gospodarczym. Ogromny wpływ wywarło na sprawę polską. Z racji naszego położenia, konflikt na Ukrainie dotyka nas w znacznym stopniu. Nic dziwnego, że wszyscy podchodzą do niego poważnie, a wszystkie inne sprawy zeszły na boczny tor. Pojawienie się prawdziwych kłopotów zepchnęło w medialny niebyt koronawirusy, ocieplenia klimatu i Grety Thunberg, Zielone Łady... Każdy śledzi tylko to, co dzieje się za wschodnią granicą.

stacja benzynowa brak paliwa

W Polsce pierwszym skutkiem wybuchu wojny rosyjsko – ukraińskiej była panika na stacjach benzynowych. Wbrew deklaracjom władz i koncernów paliwowych o tym, że sytuacja jest stabilna, ludzie zaczęli okupować stacje oraz tankować paliwo na zapas do karnistrów i zbiorników (w obawie przed jego brakiem, a część również z myślą o ewentualnej spekulacji). Media skutecznie podsycały panikę. Chwilowe niedobory wynikały z gwałtownego wzrostu popytu, wielokrotnie przewyższającego potrzeby codziennej dystrybucji. Obrazy takie jak na powyższej fotografii pojawiały się na stacjach benzynowych w całym kraju. Właściciele stacji zaczęli szybko podnosić ceny, co w tamtym momencie było zachowaniem jak najbardziej racjonalnym, aby ostudzić zapał tankujących paliwo na zapas. Dziwić więc może, że PKN Orlen zapowiedział wyciągnięcie względem nich konsekwencji. Widzimy zatem, że gdyby doszło do czegoś naprawdę poważnego, to dezinformacja może być nawet silniejszą bronią niż czołgi albo wyrzutnie rakietowe.

Polacy pomagają Ukraińcom jak mogą. Do Polski przybywa codziennie przynajmniej 50 tys. uchodźców. Jest to ogromna liczba ludzi, która będzie musiała gdzieś zamieszkać, coś konsumować, a z czasem – znaleźć sobie pracę. Nie wiadomo, jaki wpływ będzie to miało na polską gospodarkę i na rynek pracy. Nie ma żadnych deklaracji, czy pozostałe państwa UE przyjmą część z tych uchodźców. Ponieważ mężczyźni w wieku poborowym muszą pozostać na Ukrainie, do Rzeczpospolitej przyjeżdżają przeze wszystkim kobiety, dzieci, starcy i kalecy. Część tych osób jest niezdolna do świadczenia pracy, a kobiety nie mogą podejmować się wszystkich zawodów. Tak znaczny napływ Ukraińców może rozchwiać sytuację w niektórych sektorach rynku pracy, gdyż istnieje ryzyko pojawienia się nadmiaru pracowników konkurencyjnych dla Polaków, bo gotowych do pracy za niższe stawki. Z punktu widzenia sadowników czy producentów warzyw napływ dodatkowych rąk do pracy jest korzystny, ponieważ zbliżają się zbiory. Na takie migracje należy jednak patrzeć z szerszej perspektywy.

Nikt też nie ma chyba złudzeń, że w lipcu wznowiony zostanie handel produktami ogrodniczymi z Białorusią. Wydaje się, że trwająca wojna to definitywny koniec obecności polskiego ogrodnictwa na rynkach wschodnich. Niespodziewane wydarzenia ostatnich dni zupełnie zmieniają perspektywę w handlu i każą spojrzeć od nowa na wszystko, co dotychczas sądziliśmy i planowaliśmy.

Czekajmy na dalszy rozwój wydarzeń, obserwujmy i wyciągajmy wnioski oraz miejmy nadzieję, że ten koszmar zakończy się jak najszybciej. Wygląda na to, że Europa przestaje być bezpiecznym miejscem stabilnego wzrostu gospodarczego, a my musimy być przygotowani również na te gorsze scenariusze.

Komentarze

nixon27 18:19:32 06-03-2022
Któryś z portali podał że będą dopłaty rzędu 500 zł na tonie.To mało bo na worek 25 kg dopłata będzie 12,50 zł.To mało bo worek mocznika kosztuje teraz 110 zł a saletry amonowej 90 zł.Rok temu oba nawozy były na poziomie 40 zł za 25 kg.Ale z drugiej strony budżet nie jest z gumy.

nixon27 23:23:54 03-03-2022
Nie jest dobrze z tymi sankcjami na Rosję.Wiele firm zagranicznych zawiesiło swoją działalność ale np takie wielkie firmy amerykańskie w paszach,zbożach czy w oleju jak Cargill,ADM czy Bunge - nie! To nie są paliwa i
mogłyby zaprzestać produkcji w Rosji.
nixon27 13:57:50 01-03-2022
Mam zupełnie inną opcję.Pierwszy raz od kiedy pamiętam jest duża szansa że ten wielki i złowrogi sąsiad będzie normalnym krajem,a Polacy nie będą się bali tego sąsiedztwa.Dlatego premier robi wszystko żeby Ukraina nie upadła , Rosja żeby czasowo zbankrutowała a Putin i jego poplecznicy odeszli.Pomagają mu w tym wszystkie(!) państwa Zachodu.Taka okazja może się długo nie powtórzyć.

Napisz nowy komentarz